czwartek, 25 grudnia 2014

# 1

     Wczoraj była wigilia. Obowiązki służbowe zmusiły mnie do pozostania w Gdańsku. Niestandardowy dzień skończył się karpiem, tyle że kupionym w restauracji, i najlepszym (białym półwytrawnym) winem. Mając dość gapienia się w monitor, postanowiłam nieco się rozerwać. Wiedziałam, do kogo zadzwonić, bo On nigdy nie zawodzi.
     - Bądź za godzinę. – jak zwykle oszczędny w słowach.
     Pończochy, szpilki, koronki. Czerwone usta i spryskanie się dolce & gabbana. Byłam gotowa do wyjścia po niespełna 30 minutach, a jeszcze musiałam dostać się na Obłuże do Gdyni. Wiedziałam, że jestem spóźniona, a to nie w moim stylu. Jego chłodna mina mówiła, że też nie jest zadowolony. Sebastian mimo wszystko zaskoczył mnie tej nocy. Był niezwykle namiętny i czuły.
     - To prezent świąteczny. Nie przyzwyczajaj się. – powiedział mi między jednym seksem a drugim.
     Był dobry. Cholernie dobry. Za każdym razem, wychodząc z jego domu miałam ochotę wrócić się i w pośpiechu zerwać z siebie wszystkie ubrania. Stać przed nim nago, bo lubił mnie tak prześwietlać. Przy nim dużo częściej rozkładałam nogi niż książki. Ale to był tylko seks.
Wróciłam do domu dziś rano. Spełniona i nieco niewyspana. Postanowiłam, że cały dzień spędzę w domu, celebrując wolne chwile. Tak też zrobiłam, ale chyba czeka mnie znów kolejne wyjście. Upojnych Świąt!


Lena P. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz